Czasem
można zakochać się w książce już od pierwszego wejrzenia, w momencie, gdy oczy
ujrzą zapowiedź umieszczoną na stronie księgarni internetowej. Tak było ze mną,
kiedy po przeczytaniu zaledwie kilku zdań opisu powieści „Człowiek, który
musiał umrzeć”, wiedziałam, że najnowsza publikacja Mariusza Zielke jest w sam
raz dla mnie.
W jednym z warszawskich mieszkań zostaje
znalezione ciało dziennikarza śledczego, Jarosława Stanowskiego. Reporter
próbował ujawnić ciemną stronę interesów niezwykle wpływowego polskiego
biznesmena, Romana Wolaka. Niestety, oskarżenia wysuwane przez Stanowskiego
spotykają się z dezaprobatą i brakiem wiary wśród kolegów po fachu. Uważają
oni, że stawiane zarzuty są wyssane z palca i nic nie warte. Zdesperowany
mężczyzna wysłał swoje materiały niezależnemu szwedzkiemu dziennikarzowi, Svenowi
Olssonowi, z nadzieją, że zostaną opublikowane w prowadzonym przez niego magazynie.
Nie było mu jednak dane zobaczyć efektów końcowych prowadzonego śledztwa, śmierć
skontaktowała się ze Stanowskim pierwsza. Mimo to jego praca nie poszła na
marne. Wszystkie dokumenty, jakie przed śmiercią polski dziennikarz śledczy wysłał
do Szwecji, zainteresowały Olssona na tyle, że postanowił przyjechać do Polski
i dokładniej przyjrzeć się interesom prowadzonym przez Wolaka oraz tajemnicy śmierci
reportera.